Twórcy i rzemiosło
Górale Nadpopradzcy

Wyrób czapek i rękawic furmańskich z czarnej wełny

W regionie Górali Nadpopradzkich jest bogata tradycja wyplatania rękawic furmańskich i czapek - oczywiście z wełny czarnych owiec!

Proces wyrobu rękawic furmańskich i czapek sfotografowała Kinga Polakiewicz - wolontariuszka projektu "Skarby Górali".

O rękawicach furmańskich

Istnieją tradycje sięgające daleko w przeszłość. Powstawały z potrzeb osób żyjących dawniej i wraz z mijającym czasem zanikały. Istnieją jednak ludzie, którzy odtwarzają te tradycje. Należy do nich Michał Nakielski, który już w młodym wieku spotkał się ze sztuką wytwarzania rękawic furmańskich i utrzymał ją przy życiu. Nie tylko zachowuje tę tradycję, lecz także przekazuje ją dalej. Pragnie aby zwyczaje osadzone w kulturze Piwnicznej przetrwały, by następne pokolenia także mogły nacieszyć się dziedzictwem swojego regionu.
 

Wywiad z Michałem Nakielskim


Nazywam się Michał Nakielski, urodzony 27 czerwca 1933 roku. Za miesiąc będzie osiemdziesiąt pięć palmowych niedziel. Urodziłem się prawie pod Radziejową, bo pod Przysietnicą.

Gdzie spotkał się pan z rękawicami furmańskimi?
Widziałem je w czasie okupacji. Mój ojciec był taki, że cokolwiek wziął do ręki, to zrobił. Raz uszył mi kierpce, zrobił też wanienkę, beczkę, kosze wikliniane. Ja też to potrafię, bo to moja robota (śmiech).

Czy robienia rękawic nauczył się pan od ojca?
On coś robił, ale niedużo. Ja miałem przebłyski, gdy zobaczyłem taką pracę u Władka Polańskiego. Pewnego dnia, przy okazji jakiegoś święta w latach osiemdziesiątych zainteresowałem się, jak on to robi. Udostępnił mi wzór deski, wykonałem ją sam, i jak zacząłem tak pracować, tak robię to do tej pory. Jestem też Polańskiemu bardzo wdzięczny, bo on niechętnie przekazywał tę wiedzę.

A czy pan uczył kogoś wyrabiania rękawic?
Uczyłem, nawet w Domu Kultury w Piwnicznej. Tam też była grupa ludzi, którzy poważnie do tego podchodzili, podchwycili to i chyba dalej to robią. Uczyłem też w Skansenie, tutaj, w Nowym Sączu. Cieszy mnie to. Chcę to pokazywać dopóki mogę, a tym bardziej Piwnicokom.

Słyszałam, że przed wojną rękawice robili tylko mężczyźni. Czy wiem pan, dlaczego tak było?
Tej tajemnicy niestety nie mogę zdradzić, ponieważ nie wiem. Z tego, co pamiętam, dawno żadna z kobiet tego nie robiła, tylko chłopy. Kobiety za to przędły wełnę na motowidle, a później prały.

A z jakich materiałów robi się takie rękawice? Czy używa się tylko wełny?
Używam jednej nitki z wełny owczej i jednej bawełnianej.

Czy do robienia tych rękawic istnieją jakieś specjalne wzory?
Nie. Tu się nie da zrobić żadnych wzorów. Rękawice różnią się, bo zależy, gdzie wyjdzie ten „paluszek”. Jak się bierze dwa kolory i przeplata się raz po raz, to wychodzą takie wzory.

Czy kciuk robi się osobno, a dopiero później przyszywa się go do rękawicy?
Tak. Choć ja tutaj kombinowałem. Starałem się zrobić deskę, na której dało by się wykonać rękawicę z kciukiem. Trzeba by jednak było wyrzucić dużo nici.

A wie pan może, jak te rękawice były wykorzystywane? Nazywają się rękawicami furmańskimi, więc zapewne służyły właśnie furmanom.
Najczęściej oni je wykorzystywali, gdy w lesie była zrywka drzew. Póki machali capiną, rękawice mieli założone za głowę i związane z tyłu, żeby nie przeszkadzały. A gdy chcieli jechać furmanką, to zakładali je na ręce, i wio, koniku.

Jak długo robi się taką rękawicę?
Teraz zrobienie jednej pary zajmuje około tygodnia, dawniej robiłem ją w dwa, trzy dni. W karku to się czuje, człowiek coraz starszy się robi. 
 

Wywiad z Ewą Sowińską


Tradycje z małych miast mają tendencje do pozostawiania na swoich terenach. Jednak sztuka wyrabiania rękawic furmańskich nie tylko wyszła poza granice niewielkiego społeczeństwa, ale wkroczyła do wielkiego miasta, jakim jest Warszawa. Rozmowę przeprowadziłam z panią Ewą Sowińską, Warszawianką, która poznała rękawice furmańskie i zakochała się w nich, a także w innych sztukach wyplatania. Swoje umiejętności posiadła u Michała Nakielskiego, a technikę udoskonalała na przestrzeni lat. Kocha nie tylko wyrabiać, ale i uczyć innych tej sztuki. Prowadziła wiele zajęć, na których wpajała młodym ich tradycje. 

Jak dowiedziała się pani o rękawicach furmańskich?
O rękawicach dowiedziałam się dzięki temu, że zobaczyłam Michała (Nakielskiego), który sprzedawał je na Dniach Piwnicznej. Tak się tym zafascynowałam, ponieważ jest to takie piękne, że po prostu zaczęłam chodzić za Michałem i wychodziłam (śmiech).

A ile już lat je pani wyrabia?
Dokładnie sześć. Na początku uczył nas Pan Michał, przez cały rok przyjeżdżał, pokazywał. Miał świętą cierpliwość do nas, przekazał nam wszystko. Był naprawdę szczęśliwy, że mógł w czyjeś ręce to swoje zajęcie oddać. Michał nam wszystko powiedział. Jemu naprawdę się chciało to robić, nawet w swoim wieku. Za to, ile nam pokazał, ile nam pomógł i ile serca włożył w te spotkania, jesteśmy mu dozgonnie wdzięczne. A teraz coraz więcej osób to robi.

Czy zajęcia w Domu Kultury prowadzi pani sama, czy razem z koleżankami?
My teraz wszystko robimy razem. Dziewczyny wykonują tu, co tylko chcą. Rękawiczki, czapki, gobeliny. Gdy ludzie przychodzą i chcą się czegoś nauczyć, to my chętnie przekazujemy wiedzę. Kiedyś prowadziłyśmy cykl zajęć czterogodzinnych, a zadaniem tych warsztatów było, aby każdy nauczył się prząść, zrobić czapkę i rękawice. Coraz więcej osób jest w to zaangażowanych, dzięki czemu to nie zaginie.

A robią panie jakieś wystawy z tych prac?
Raczej nie, ponieważ ja to w gruncie rzeczy robię na prezenty. Jednak sprzedajemy je na Dniach Piwnicznej. Zazwyczaj nie mamy żadnych wyjazdów, lecz wyjechałyśmy kiedyś na takie warsztaty i zainteresowanie było bardzo duże. Byłyśmy tam około cztery godziny, ale oblężenie było ogromne, każdy chciał się czegoś nauczyć, coś zobaczyć.

Czy prowadziły panie warsztaty w innych miastach?
W Bardejowie. Prowadziłyśmy zajęcia odstresowujące dla osób, które całymi dniami siedzą przed komputerem w pracy. Prowadziłyśmy je przez dwa dni na różnych płaszczyznach.

Jak pani myśli, czy jest teraz duże zainteresowanie rękawicami?
Uważam, że ogólne zainteresowanie rękodziełem jest wielkie. I jest to bardzo autentyczne. Na przykład ja sama przędę wełnę. Nie dość, że wiem, od kogo biorę futro, znam te barany, to następnie piorę to futro, wiozę do pralni, po czym sama przędę.

Wcześniej do moich uszu dotarło, że rękawice przed wojną robili tylko mężczyźni. Czy wie pani dlaczego?
Wydaje mi się, że lubili sobie po robocie posiedzieć, pogadać i poprząść (śmiech). To jest bardzo podobne do robienia koszyków, czym mężczyźni bardzo często się zajmowali.

A czy technika wyrabiania rękawic bardzo się zmieniła na przestrzeni lat?
Jest taka sama (śmiech). 
 
Maria Soons

Splecione ręce

Dokument Wioletty Barnowskiej i Anieli Kulig pokazuje cały proces wyrabiania wełnianych rękawic, z których produkcji słyną Górale Czarni.

Film został nagrodzony III miejscem w drugiej edycji konkursu na prace dziennikarskie i fotograficzno-filmowe wolontariuszy młodzieżowych działających w projekcie "Odkrywanie skarbów dziedzictwa południowej Małopolski".

Podczas warsztatów, pod okiem Michała Nakielskiego uczestnicy zdobywali wiedzę, jak wyglądał pełen proces tworzenia rękawic i czapek od wykonania przędzy po końcowy efekt, którym są uplecione rękawice i czapki.
 
Tworzenie przędzy:
- przebieranie ostrzyżonej wełny z nieczystości
- pranie
- suszenie
- skubanie (rozrywanie zbitych włókien wełny)
- gręplowanie (czesanie) mające na celu równomierne ułożenie włókien wełny i utworzenie rolki czesanki
- przędzenie czesanki na kołowrotku
- odmierzanie i zwijanie na motowidłach przędzy
- dublowanie na kołowrotku (łączenie pojedynczych nitek przędzy w jeden grubszy splot)
- odmierzanie i zwijanie na motowidłach gotowej nici
 
Wykonywanie rękawic na desce oraz czapek na prawidłach metodą opisaną powyżej:
 
- naciąganie osnowy z dratwy na deskę / prawidło
- ręczne przeplatanie nici między nitkami osnowy